"Stasiu, ty zamieszkaj w Szczecinie, bo w Szczecinie jak umrzesz, to cię poniosą Ku Słońcu, a nie Cmentarną, jak w każdym innym mieście". Takimi słowami Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego namawiał jednego ze swoich najbliższych i najwierniejszych przyjaciół, pisarza, Stanisława Marię Salińskiego do zmieszkania w naszym mieście. Gałczyński po raz pierwszy przyjechał tu w grudniu 1947 na zaproszenie wojewody Szczecina - Leonarda Borkiewicza, który chciał uczynić ze zniszczonego wojną miasta tętniące życiem centrum kulturalne. Gałczyński dał się porwać tej wizji i już wkrótce, bo w maju 1948 roku zamieszkał wraz z rodziną w pięknej willi przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie. Poeta dobrze czuł się w Szczecinie - sporo pisał, uczestniczył w życiu kulturalnym. To z jego inicjatywy powstał "Klub 13 Muz" miejsce spotkań środowiska artystycznego. Niestety wkrótce przeszedł pierwszy atak serca, po którym lekarze doradzili mu wyjazd ze Szczecina... Autor "Zaczarowanej dorożki" niedługo przebywał w naszym mieście, ale pamięć szczecinian o tym pobycie trwa.
Po co Szczecinowi Gałczyński? - to przewrotne pytanie Agata Rokicka zadała Cecylii Judek, sekretarz naukowej Książnicy Pomorskiej, Januszowi Janiszewskiemu z DK "13 Muz" oraz Markowi Brzezińskiemu , współautorowi filmu "Adresy Konstantego", którzy uczestniczyli w wieczorze poświęconym poecie w 114. rocznicę jego urodzin.