Do historii przeszły jego fotografie katastrofy tramwajowej w 1967 roku czy eksplozji zabytkowej armaty na tarasie zamkowym w 1972 roku.
Informując o śmierci wybitnego fotografa, współpracownika "Gazeta Wyborcza" cytuje fragment rozmowy, jaką 10 lat temu przeprowadziła Monika Adamowska.
"Złapałem się na tym, że coraz częściej fotografuję drzewa, zwłaszcza niszczejące. Zrozumiałem, że jestem starym człowiekiem. Przyciągają mnie, bo widziałem je kiedyś młodsze, a teraz rozpadają się w ciszy. Słychać je tylko, gdy poddają się wiatrowi. Ten wiatr je czasem łamie. Wtedy głośno pękają. Drzewa uświadamiają mi, że czas minął. Mój czas też ma prawo się skończyć. Wielu przyjaciół, nawet młodszych już odeszło. Nieraz myślę, co ja tu jeszcze robię. Delektuję się każdą chwilą. Że mogę to jeszcze widzieć, fotografować. Że jestem tu. Jeszcze stoję w środku. Wokół mnie jeszcze coś się dzieje. Ale jest też żal, że to wszystko odchodzi."
Na początku marca odwiedził nasze studio wraz z innymi szczecińskimi fotografami, by opowiedzieć o sztuce utrwalania życia na zdjęciach. Pretekstem do tego spotkania była wystawa "Migawka". Wówczas rozmawiała z nim Małgorzata Frymus.


Radio Szczecin